Szkoła prywatna

April 30, 2016

Dzisiaj będzie o szkole prywatnej całkowicie bezpłatnej. O szkole bezpłatnej (ale nie całkowicie) pisałem w poprzednim wpisie. Może już zgadujecie, ze szkoła całkowicie bezpłatna polega na tym, że uczniowie w ogóle nie płacą a nauczycielom płaci państwo albo jakiś sponsor. Otóż zamierzam was zaskoczyć.... w szkole, o której chce napisać uczniowie nie płacą nikomu oraz nikt nie płaci nauczycielom i dyrektorowi. Szkołę założył dobry człowiek - jak widać tacy występują w przyrodzie, aczkolwiek nie ma ich wielu niestety. Pan Lombe Sikaonga zaczął od tego, ze wybudował ciut większy dom, niż wymagałyby tego obowiązujące w tej wiosce standardy. Dom ma około 80 metrów kwadratowych. Na co dzień... a może inaczej: każdej nocy śpi w nim 11 osób., czyli pan Sikaonga, jego żona, ich pięcioro osobistych dzieci oraz czwórka dzieci przygarniętych, których nikt wcześniej przygarnąć nie chciał.

Dwa pokoje na stałe pełnią rolę klas lekcyjnych a dwie sypialnie rodzinne taka role pełnią tylko od rana do wieczora. Wystarczy przed ósma rano wynieść materace i rozstawić kilka pustaków. Na materacach się śpi w nocy a na pustakach się siedzi podczas lekcji w dzień.

Zdjęcie poniżej (archiwalne) przedstawia całą społeczność szkoły, gdy szkoła zaczynała działalność.

Tutaj widać pana dyrektora w swoim gabinecie.

Tym, którzy zastanawiają się, dlaczego pan dyrektor usiadł w kąciku wyjaśniam, że to złudzenie. Pan dyrektor siedzi prawie pośrodku swojego gabinetu.

Wielkość człowieka nie zależy od wielkości jego domu czy gabinetu. 

 

A tak wyglądają klasy lekcyjne w pełnej krasie:

 

 A co tutaj robi taki duży chłopiec pośród tych maluchów?...

No cóż... dla tego chłopca pan Sikaonga utworzył swoja szkołę 8 lat za późno.

Nauczycielami w tej szkole są młodzi ludzie, którzy niedawno skończyli podobne szkoły jak ta. Ktoś im pomógł bezinteresownie kilkanaście lat temu i teraz oni pomagają innym.

Dzisiaj szkoła ma już 90 uczniów i zrobiło się ciasno. Dlatego pan dyrektor postanowił szkołę rozbudować. Nowe sale lekcyjne powstają na podwórku... prawie z niczego. Ściany będę (nawet już trochę są) z kamieni a dach oczywiście ze słomy (jeszcze go nie ma).

 

Po skończonych lekcjach pan Sikaonga z żoną i dziećmi mogą poczuć się znów jak u siebie w domu:-) 

 

 

 

 

 

 

 

Please reload

Ostatnie 50 postów

Please reload

Archiwum

Please reload