Prace stolarskie

March 11, 2015

Szukając wiórów na podściółkę dla kurczaków trafiłem na ten sam plac targowy, o którym pisałem kilka dni temy, gdy kupowałem materiały drewniane. Zresztą dzisiaj też kupuję kolejną partię materiałów na dach.

Od kilku dni nie ma deszczu zatem ulice targowe i plac dzisiaj są w lepszym stanie... czyli w takim:

 

 

Ale zanim wyruszyłem po drewniano wiórowe zakupy pstryknąłem fotkę ogrodniczą. Tak się sadzi rzepak. A sadzi się go po to aby potem jeść jego liście:-) Może to inny rzepak ale z wyjaśnień wnioskuję, że taki sam jak u nas. Jeśli tak, to strasznie dużo tych liści marnujemy;-)

 

 

 

Jadąc na większe zakupy w miejsce, gdzie takie zakupy można zrobić nie trzeba martwić się o transport. W pobliżu takich miejsc zawsze czatują kierowcy z małymi ciężaróweczkami. Aby sie tylko zblizysz a masz jusz kilka ofert transportowych. Zreszta nie tylko transportowych. Podchodzą tez panowie, którzy mogą ci przynieść z targowiska co tylko chcesz, jeśli nie chcesz sobie pobrudzić bucików... albo co najmniej (za parę kwacha) zaprowadzić tam, gdzie to możesz znaleźć.

 

Dzisiaj chciałbym kupić "wiórki dla kurki". Nie jest to proste, bo tutaj najpopularniejszm materiałem, z którego tutaj robi się meble jest mukwa albo mubanga (obie nazwy tutejsze). To drewno albo brązowe albo biało-brazowe. Edward twierdzi, że wióry brązowe nie są dobre dla kurczątek. Dlatego szukamy białych wiórków z sosny. Oczywiście znalazł się przewodnik, który wie gdzie to znaleźć. Po drodze we właściwe miejsce przeciskamy się przez wąziutkie uliczki, na których widać pomieszane handel z rzemiosłem i normalnym przydomowym życiem.  

 

Trudno to pokazać na jednym zdjęciu ale tam rzeczywiście jest wszystko. Są stragany, są warsztaty, plastikowe miski z przygotowywanym mięsem na obiad i garnki z gotującym się obiadem.

 

A tutaj zmieściła się restauracja "4 Boys". Przypomniały mi się uliczki dzielnicy łacińskiej w paryżu, które zwiedzałem w sierpniu 2014 (pozdrowienia dla przyjaciół z Chóru Archikatedry Lubelskiej)

 

 

 

Proszę zobaczyć w jaki sposób są zasilane te warsztaciki i sklepiki. Mam watpliwości czy ZESCO (zambijski zakład energetyczny) wie o wszystkich tych kabelkach:-)

 

 

 

Zbliżamy się do miejsca gdzie pracują stolarze. Cała stolarska działalność zaczyna się chyba gdzieś tu, bo widzę skład materiału wyjściowego. Niech zyje bal! Ale jak oni wtargali takie wielkie bale na to podwórko - nie widze żadnego wjazdu.

 

I nareeeeszcie.... wielka, chyba hektarowa stolarnia pod gołym niebem. A raczej zbiorowisko wielu małych stolarni. Uczta dla mojego oka, ucha oraz nosa - Uczta dla mnie, syna mistrza stolarskiego oraz dorywczego stolarskiego praktykanta (praktykowałem ten zawód wyjeżdżając na wakacje do Niemiec). Ten warkot maszyn przypomniał mi mojego św. pamięci Tatę, który teraz "dla Pana Boga uciechy... w niebie hebluje dechy". Wtajemniczeni wiedzą skąd ten cytat:-)

 

Stare komentarze:

 

marysia16-03-2015 19:01
Widzę, że prace stolarskie "wciągnęły" Cię całkowicie i nie masz czasu pisać bloga, a my czekamy na nowe informacje :)

 

a.a.b15-03-2015 5:32
Obserwuj Stefanie ten rzepak. Zastanawiam się czy Zambijczycy wykorzystują tylko liście a ziarno marnują? U nas jest odwrotnie.

 

marysia12-03-2015 15:26
Szukasz wiórów po świecie, a przecież u nas w warsztacie Taty jeszcze jest ich pełno!
 

Please reload

Ostatnie 50 postów

Please reload

Archiwum

Please reload