Niedziela

March 8, 2015

Rano poszedłem piechotą do kościoła.

Dowiedziałem się, że msza po angielsku właśnie się skończyła. Następna jest o 9 w języku lokalnym nyanja. Zatem wróciłem, zjadłem sniadanko i pojechałem tym razem samochodem) na mszę. Msza z ogłoszeniami trwała ponad dwie godziny. Samo kazanie (dla przypomnienia - w języku nyanja) trwało 50 minut. Nie rozumiałem ani me ani be ale trwałem, ciesząc oczy widokiem tego co się dzieje wokół oraz uszy pięknym śpiewem chóru oraz zgromadzonych wiernych.

Oto kilka obrazków:

- chór parafialny.

​​

- ministranci zbierają na tacę. Tak się mówi "na tacę" ale właściwie to było zbieranie do trzech plastikowych (przeźroczystych) wiaderek opojemności około 15 litrów każde. Pani z fioletową szarfą widoczna w lewej części fotki pełniła funkcje informacyjne - jak zbliżyła się do jakiegoś rzędu oznaczało to, że siedzący w tym rzędzie mogą wstać, podejść do wiaderka i wrzucić co nieco. Panie te w taki sposób służyły również podczas komunii św.

 

- Wyjście wiernych z koscioła:

 

Po południu pojechałem do Kasisi. Podczas poprzedniej wizyty obiecałem siostrze Marioli, że zrobię program komputerowy, która ona potrzebuje - dzisiaj pojechałem porozmawiać o szczegółach. Poniżej zdjęcia z Kasisi. Na jednym z nich mocno macham rękami. Nie wiem czemu - z siostrą Jolantą rozmawiamy w języku polskim, który bardzo dobrze znam:-)

 

W drodze powrotnej sfotografowałem pas startowy lotniska. Już tęsknię za domem. 

 

Stare komentarze:

 

a.a.b11-03-2015 14:08
Już tęsknię za domem, piszesz. Jak wrócisz to będziesz tęsknił za Afryką. Tak sądzę.

 

marysia09-03-2015 19:38
Ten kościół już przypomina kościół, a i chmury całkiem polskie.
 

Please reload

Ostatnie 50 postów

Please reload

Archiwum

Please reload