Praca wre jeszcze bardziej.

March 4, 2015

Pierwszą ciekawostką dzisiajszego dnia bylo śniadanie. Jadłem warzywo, które nazywa sie w języku nyanja "Ponda" (angielskiej a tym bardziej polskiej nazwy nikt kogo pytalem nie znał). Warzywo to w postaci mojego śniadanka wyglada tak ja na zdjęciu poniżej.

Po śniadaniu pojechaliśmy kupić materiały budowlane (ramy drzwiowe i kolejny 1000 pustaków). Po drodze kupiliśmy też trochę warzyw i kawałek kozy na obiad dla budowlańców.

Wcześniej też odwiedziliśmy (nie)normalny sklep czyli miejski supermarket:

Na budowie chłopaki pracują dzielnie. W tym pośpiechu zapomnieli o jednych drzwiach... ale to podobno nie problem - jutro się wytnie jakąś piłą. W całym budynku jest przewidziane jedno pomieszczenie o wymiarach 7,5m na 4,5m z pełnymi scianami. Ma to być podręczny magazyn, gdzie Edward będzie trzymał zapasy paszy, medykamenty oraz inne wartościowe narzędzia i sprzęt. Dlatego to pomieszczenie ma pełne sciany i ma mieć dwoje drzwi. Jedne na zewnatrz, aby tedy móc wnieść pasze z samochodu a drugie wewnętrzne, aby można tą paszę rozwozić taczką do poszczególnych zagród nawet w czasie ulewnego deszczu. O tych właśnie drzwiach panowie budowniczowie zapomnieli. Drobiazg.

Jak widać brygada nie ma prawie żadnego sprzetu. Jest tylko jedna taczka do rozwożenia zaprawy. Zaprawę wytwarza sie wprost na ziemi. Żaden murarz nie ma żadnego pojemnika, z którego mógłby brać zaprawę kielnią. Zaprawa leży sobie na jakimś kawałku foli lub worka. Kielenie sa! Właściwie nie wiem po co, bo przecież można byłoby zaprawę rozprowadzać rękami:-)

 

W brygadzie jest dyżurny "kucharz okrętowy", który przygotowuje dla wszystkich obiad. Ma worek mąki (czy może kaszy), z której gotuje szimę. Do tego dzisiaj będzie kawalek kozy i warzywa. Pomidorki na deser a do popicia czyściutka woda z nowiutkiej studni.


Brygada mieszka w prowizorycznym namiocie. Chłopaki śpia na ziemi.


Poniżej domek jednego z najbliższych sąsiadów. 
Wjeżdżając na działkę przejeżdżamy tuż obok tego domku. Jeszcze kilka dni temu całę podwórko było zaniedbane a dzisiaj właśnie sąsiad wziął sie za porzadki. Już widać pozytywny efekt jego pracy. W tle widac scianki ze słomy - to typowa wiejska łazienka. Zwykle jest ze słomy i nie ma dachu, bo po co. Przeciez jak pada deszcz to nawet lepiej, bo jest prysznic za darmo. Kuchnia (nie jest widoczna na zdjęciu) niestety wymaga naprawy, bo wiatr zdmuchnął słomiany dach. Kuchnie to zazwyczaj okrągłe domki z gliny nakryte dachem ze słomy. Kuchnia od sypialni różni sie tym, że pomiędzy dachem a ścianami jest trochę przestrzeni - dach nie opiera się na ścianach ale na kołkach wystających ze ściany. Dzieki temu dym z ogniska (lub z kocherka na węgiel drzewny) swobodnie wydostaje się na zewnątrz.

 

Na koniec dnia i dzisiejszej relacji - przygotowanie obiadokolacji, która prawie każdego wieczoru wygląda jak na obrazkach poniżej:

 

Stare komentarze:

 

bsmile09-03-2015 7:08
Pozdrawiam, śliczne dziewczyny i Ciebie Stefan :) Beata


marysia08-03-2015 11:01
Budowla coraz bardziej przypomina kurnik. Ta obiado-kolacja na talerzu też przypomina z wyglądu nasze pożywienie, ale ta przy ognisku to raczej jedzonko z filmów Cejrowskiego :)


stefan08-03-2015 13:50
a śniadanie? Co przypomina?


Łukasz09-03-2015 0:22
Mi przypomina ogórki (ale zbyt dojrzałe) albo cukinie.


marysia09-03-2015 21:51
Mi też przypomina ogórki i to takie już z końca sierpnia.
 

Please reload

Ostatnie 50 postów

Please reload

Archiwum

Please reload