2014-12-13

December 13, 2014

Dzisiejsze plany nie wyszły ale dzień był ciekawy. Zaczęło się od porażki w banku. Wczoraj wszystko wyglądało pięknie a dziś... najpierw kolejka do okienka około godziny. Potem jakiś niemrawy i uparty "officer", który uparł się, że aby potwierdzić mój adres musze pokazać fakture za prąd w tym mieszkaniu a nie rachunek za telefon. Wczoraj to wystarczało a dziś już nie. Po dłuższym przekomarzaniu się zabrałem wszystkie już gotowe papiery i opuściłem ten niedobry bank. W poniedziałek pójdziemy do innego. Następnym punktem programu miała być wizyta 40 km na zachód od Lusaki aby obejrzeć działkę polecaną wcześniej przez tego człowieka co chce 50 zł za zdradzenie receptury na tanią paszę. Po drodzę jednak postanowiliśmy odwiedzić pewnego pastora. W czasie rozmowy z nim wynikło, że jest o wiele ciekawsza oferta w innym miejscu. Zrezygnowaliśmy zatem z wycieczki działkopoznawczej. Wizyta u pastora była niezwykła. W trakcie rozmowy ze względu na moją znajomość angielskiego przez większość czasu się przysłuchiwałem ale nadążałem za tematem. W pewnym momencie pastor zapytał czy chciałbym aby on się za mmnie pomodlił. Czemu nie - czy komuś jakaś modlitwa zaszkodziła? Trzymając mnie za ręce odmówił modlitwę w sposób bardzo emocjonalny. A po ostatnim "amen" powiedział abym uważał na jedzenie, bo coś jest nie tak w moim żołądku i że to jest powodem innych kłopotów zdrowotnych.

Poza tymi odkryciami powiedział, że mogę się spodziewać w najbliższym czasie pieniędzy od 2 osób - to mnie zdziwiło, bo akurat się spodziewam (już od kilku miesięcy). Powiedział też o  moich relacjach rodzinnych - trafił. No i na koniec przepowiedział ciekawą rzecz, która ma mi się przytrafić, kiedy ktoś z moich przyjaciół dowie się o moich afrykańskich zamiarach. Ma to być pozytywna rzecz... powiedział jaka ale niech zostanie na razie "in pactore".

Tak czy inaczej człowiek przesympatyczny - poprawił mi nastrój na resztę dnia. Postanowiliśmy połazić trochę po mieście - nie udało sie... lunął taki deszcz, że w kilkanaście minut niektóre ulice zmieniły się w rzeki tak, że samochody pruły wodę zderzakami. Największą ulewę przeczeklaliśmy na takim zadaszonym chodniku. Pod tym zadaszeniem swoje towarey wprost na chodniku rozłożyli wcześniej uliczni sprzedawcy butów, bananów, telefonów komórkowych i wszystkiego. Nikt z tych ludzi nie dba na co dzień aby nie było wokół śmieci ale dzisiaj jeden z nich bardzo się przejął sprzątaniem. Jego stoisko było w najniższym miejscu chodnika tuż przy najniższym miejsc ulicy wyposażonym w kratkę ściekową. Otóż woda ze wszystkich stron zmierzała do tej kratki niosąc ze sobą wszelkie śmieci i brud. Kratka zapychała się w ciągu pół minuty i woda się podnosiła i przeskakując krawężnik zbliżała się do jego stanowiska. Chłopak był bardzo przejęty oczyszczaniem kratki... to patykiem to rękami to czym się dało. W pewnym momencie sytuacja stała się groźna dla niego, bo przyjechał samochód i zaparkował nad jego kratką uniemożliwiając dalsze oczyszczanie:-) A woda się podnosi. Nakrzyczał na kierowcę ale trochę trwało zanim tamten zrozumiał co jest nie tak. Śmieszna sytuacja ale nie dla niego.  

Och - widzę, że z dnia na dzień coraz więcej piszę... może przynudzam?

 

Życzę dobrej nocy:-)

Please reload

Ostatnie 50 postów

Please reload

Archiwum

Please reload