2014-12-12

December 12, 2014

Nie wiem kiedy w tym tygodniu był czwartek ale skoro jak się dowiedziałem jutro jest sobota i jest to pewna wiadomość to dzisiaj jest piątek. Mało prawdopodobne ale tak wychodzi.

Na dzisiaj był plan załatwić sprawy bankowe, dokończyć sprawy podatkowe, pogadać z panem budowniczy, który zanim tu przyjechałem przedstawił najkorzystniejszą cenowo ofertę. 

Realizacja planu zaczęła się ze sporym opóźnieniem, ponieważ śniadanie się rozpoczęło poźniej i trwało dłużej. A czemu dłużej? A temu, że wpadłem na pomysł aby nauczyć domowników śpiewać "Pobłogosław Panie, z wysokiego nieba...":-)

Pomysł się bardzo spodobał, więc ćwiczyliśmy. Przećwiczyliśmy też "chrum mniam mniam mniam mniam" if you know what I mean:-)

Zaraz siadamy do kolacji - zobaczymy czy coś pozostało po przedpołudniowej próbie.

Do banku dotarliśmy około południa. Aaaa... nie chwaliłem się, że codziennie ćwiczę jazdę po lewej stronie drogi samochodem z kierownicą po prawej i z automatyczną skrzynią biegów.

Dzisiaj jeżdziłem nawet po rondach, ciasnych uliczkach i w dużym ruchu. Chyba już się przyzwyczaiłem.

Ok.... jesteśmy w banku. Bardzo uprzejmy pan wyjaśnił nam czego jeszcze nie mamy i jak to załatwić i jakie to skomplikowane - zaprosił na poniedziałek.

Wychodząc ze spuszczonymi nosami z banku spotkaliśmy innego pana znajomego, który właśnie teraz pracuje w tym banku i jest tam chyba sporomogący, bo zaprosił nas do pokoju i po kolei przysyłam osoby, którym rozkazywał aby się nami zająć.

Okazało się że wszystko jest o wiele prostsze (bo na przykład zamiast notarialnego poświadczenia o moim adresie zamieszkania wystarczy kopia ostatniej faktury za prąd albo telefon, na którym jest mój adres).

Właściwie to gdyby nie to, że nie miałem ze sobą paszportu a tylko dowód osobisty to sprawę załatwilibyśmy kompletnie. Ale to nic - jutro rano będzie załatwiona.

Potem pojechaliśmy spotkać tego budowniczego - strata czasu, bo facet nie ma pojęcia o tym co mówi. Tak podejrzewałem widząc jego kosztorys, który przysłał mi wcześniej. Na szczęście mam inną ofertę, która ma ręce i nogi.

Humor poprawił nam Martin, który jest naszym księgowym, bo w ciągu dnia załatwił rejestrracje w urzędzie skarbowym - w drode z miasta spotkaliśmy się z nim aby odebrać papiery.

Wracaliśmy wieczorem jakieś 15 mknut po zachodzie słońca żaden z samochodów nie miał jeszcze włączonych świateł dopiero jak ściemniło się bardziej tak mniej więcej co drugi samochód jechał na światłach reszta korzystała z tego, że ci pirwsi już trochę rozjaśnili ulicę:-)

Wstąpiliśmy do jednego domu aby odwiedzić pewną panią, która poczęstowała nas herbatą. Podała herbatę alę zanim dotknęliśmy czegokolwiek przyniosła miskę oraz dzbanek z ciepłą wodą i pomogła nam umyć ręce. Tak pomyślałem sobie, że skoro nas (mnie) szokuje ten brud na ulicach to być może ich szokuje to, że my (nie wszyscy) siadając do stołu czy biorąc jakiś posiłek do ręki nawet nie pomyśli o umyciu rąk.

W wielu restauracjach czy jadłodajniach typu fastfudach widziałem takie prowizoryczne stojaczki z drutu na których zamocowane jest wiaderko z kranem i miska. Proste a jak potrzebne i skuteczne.

No koniec ciekawostka ale radze najpierw dokończyć jedzenie jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił.

...

Dzisiaj pierwszy raz widziałem pewne owady (ponieważ pierwszy raz dziś w nocy padał poważny deszcz a toto pojawia się z deszczem).

Podobnie do naszych komarów pojawia się toto nagle o określonej godzinie. Wygląda podobnie do moli tylko, że jest trochę większe i brązowe. Pcha się toto do światła na potęgę i bije po twarzy ale ludzie darzą te owady sympatią podobnie jak my darzymy sympatią np. biedronki.

To coś jak już sobie polata dookoła żarówek i poobija o ściany zaczyna... gubić skrzydła!!! Po czym już na piechotę biega po podłodze i w końcu wraca na dwór.

Ale to nie jest jeszcze wcale najciekawsze...

Uwaga: Jakieś dwie godziny później przylatują podobne stwory ale 2-3 razy większe... tak samo gubią skrzydła ale...

tym się już nie pozwala wyjść ot tak sobie z domu. Łapie się je... smaży na patelni i zjada:-)

Podobno pycha. Dzisiaj jeszcze tych dużych nie widziałem, bo one pojawiają się 1-2 dni później niż ta grupa zwiadowcza. Ale jak już się zaczną pojawiać to całą porę deszczową a szczególnie pierwszy miesiąc przylatują i zawsze po 2 godzinach od zwiadowców.

Z ciekawością czekam na jutrzejszą i pojutrzejszą kolację:-)

Please reload

Ostatnie 50 postów

Please reload

Archiwum

Please reload