Archiwum

Ostatnie 50 postów

STARY BLOG z lat 2014 - 2017

Impreza na 4 wioski - cz.3

Po występach oficjalnych i artystycznych przyszedł czas na rozdawanie bucików. Zaczęło się bardzo grzecznie. Rozłożyliśmy buciki na podłogach sal lekcyjnych. Podłóg oczywiście nie ma, bo klas jeszcze nie ma ale już wiadomo, gdzie będą. Wszyscy oczekujący na buciki zostali poproszeni, aby czekali cierpliwie w cieniu a pan nauczyciel wyczytywał najpierw nazwiska ze swojej listy. Ułożył tą listę wg zaangażowania rodziców w prace na rzecz szkoły. Myślę, że pomysł dobry - jakiś porządek i sprawiedliwość musi być. Z czasem ludziska zaczęli się niecierpliwić i podchodzili coraz bliżej, aż zrobiło się ciasno - całe szczęście, że te ściany już wystają z ziemi. Gdy już zostało niewiele par butów nawet

Impreza na 4 wioski - cz.2

Wszystkie występy przewidziane na dzisiaj zostały zaplanowane przez sztab organizacyjny, aby nie było chaosu ani bałaganu. Na początek przewidziano wyświetlanie kreskówek dla dzieci. Specjalnie w tym celu przywiozłem z Polski projektor. Widownia jest dość liczna jak to widać na dwu kolejnych zdjęciach. Myślę, że na tych zdjęciach jest widać tylko 2/3 całej dziecięcej widowni. Może ktoś chciałby policzyć? Dzieci obejrzały kilka bajek o Reksiu i Koziołku Matołku:-) Kiedy dzieci już miały dość, pan konferansjer zapowiedział zmianę widowni i występy dla dorosłych. Pod sceną zasiadły osoby sprawujące władzę w wioskach, zainteresowanych budową szkoły (mnie równiez tam zaproszono). Następnie kilka

Impreza na 4 wioski - cz.1

Nadszedł ten moment do którego długo sie przygotowywalismy. Najpierw na jesieni ubiegłego roku zbieraliśmy używane buciki dziecięce, potem była akcja sortowania, pakowania i wysyłka. Odbiór butów w Lusace też nie obył się bez przygód. Wysprzątaliśmy plac szkolny... zrobilismy zakupy i w końcu robimy imprezę, której jednym z punktów (jak sie okazało najtrudniejszym) było rozdawanie bucików dzieciom. Z samego rana napełniliśmy beczki z woda, zabraliśmy kury i inne rzeczy i zawieźliśmy to na plac szkolny. Na plac dojechały też warzywa i zamówione kozy a panie kucharki już sobie rozpaliły ognisko. Pojawił sie pierwszy problem: Jak zdjąć 200-litrową beczkę pełną wody z auta? No cóż, nie ma rady..

Pszczoły

Zanim przyjechałem do Zambii dowiedziałem się, że w gospodarstwie, w którym będę mieszkać są pszczoły. Kupiłem kilka kapeluszy i innego drobnego sprzętu pszczelarskiego na prezent, zakładając, że faktycznie jest tam pasieka. I co sie okazało? Okazało się, że są dwie połówki metalowej beczki przykryte listewkami i kawałkiem blachy. Najbardziej rozczarowujące było to, że te "ule" były puste. Na listewkach były tylko ślady, że kiedyś faktycznie zamieszkiwała tu jakaś rodzina Apis Melifiera Dolio. Nie szukajcie w encyklopedii - nie ma takiego gatunku pszczół - sam wymyśliłem tą nazwę (dolio to po łacinie beczka). No ale... po kilku dniach pszczoły przyleciały! No to zakładamy kapelusze i idziemy

Krowy

W gospodarstwie, którym mieszkam jest stado krów. Jest ich kilkadziesiąt. Ale mleka nie ma - spotykałem już na zambijskich wsiach krowy ale nikt ich nie doi. Krowy służą do pracy i do jedzenia. Mieszkają zawsze pod gołym niebem w ogrodzeniu z gałęzi albo w jakimś takim bardziej cywilizowanym, czyli ze słupków i drutu. Osobą, która dba o to stadko jest Manson, chociaż stado nie należy do niego. Chwalił się, że uratował to stado od zagłady, bo gdy pojawił sie na tej farmie to krowy były chude i ledwo żywe. Wyczytał w internecie co tzreba zrobić w takiej sytuacji i to zrobił. Dzisiaj krówki mają się dobrze, ich właściciel zachwycony a Manson dumny ze swych osiągnięć. Krówki codziennie wychodzą

Spotkanie po latach

Na nasze podwórko przyszła dzisiaj babcia Materac - tak ma na imię. Pani ma już 87 lat, a dzisiaj odwiedziła nas, bo dowiedziała się, że w wiosce mieszka biały człowiek. Chciała zobaczyć czy biały człowiek jest tak samo biały jak ten ostatni, którego widziała, a miała wtedy siedem lat. W centralnym punkcie naszego podwórka rośnie duże avocado. Rzadko się zdarza, aby na ławeczkach ustawionych w cieniu tego drzewa nikt nie siedział. Najczęściej sami domownicy ale nie tylko. Dzisiaj, ponieważ jest niedziela było nawet większe obłożenie tego miejsca. Poza babcią Materac odwiedziło nas jeszcze klika osób. Jedna z sąsiadek zatrzymała się na chwilę idąc z synkiem nad rzekę łowić ryby. Wracając z wę

Zakupy w Kabwe

Ludzie z wioski pracują właśnie przy porządkowaniu placu szkolnego a my czyli Manson, Winston i ja pojechaliśmy do Kabwe zrobić zakupy na poniedziałkowy piknik. Własciwie to zakupy zaczęliśmy jeszcze przed wyjazdem w wiosce, gdzie kupiliśmy 2 kozy i skrzynkę pomidorów. A teraz kupujemy dobra kulinarne, których w wiosce nie ma. Czyli ryż, maka kukurydziana, olej, chleb, skondensowane napoje, sól... i.t.p Wstyd się przyznać ale w mieście też kupiliśmy trochę kur (wstyd, bo przecież na wsi kury powinny być... ale jakoś nie było) W Kabwe (tymczasowo) mieszkają dwie siostry: Onnah i Ginney, które dowiedziały się o naszym projekcie i przyszły się zaoferować jako nauczycielki - wolontariuszki. Pani

Sprzątamy plac szkolny

Na dzisiaj władze wioskowe zarządziły pospolite ruszenie na placu szkolnym. Celem akcji jest oczyszczenie terenu szkolnego. Gdzieś tam wśród krzaków pod trawa powinny być fundamenty, które zostały wybudowane kilka lat temu w czasie pierwszego zapału, który niestety potem był zagasł. Dzisiaj zapał powrócił! Prace trwały od świtu. Pracował kto mógł, od której mógł i jak mógł. Przed zachodem słońca teren był w miarę oczyszczony - pokazały się zaginione w chaszczach fundamenty: W najbliższy poniedziałek, planujemy wielki, całodniowy piknik na placu szkolnym, na którym ma być kilkaset osób. Dlatego konieczne było też przygotowanie tymczasowych toalet. Aby nie pomylić: Green = G = Girls Blue = B =

Taką szkołę chcemy wybudować

Pokaże dzisiaj szkołę, która jest zlokalizowana 7 km od naszej wioski i która jest wzorem dla nas. Żeby nie wymyślać czegoś co dawno juz jest wymyślone po prostu "ściągnęliśmy" pomysł już funkcjonujący. Oto ogólny widok. Trzy budynki szkolne: dwa z nich są mniejsze (taki jeden chcemy wybudować) - mają po dwie spore sale lekcyjne i pomiędzy nimi pokój nauczycielski. Obok jest trochę większy (3 sale lekcyjne i pokój nauczycielski). Ten, który traktujemy jako nasz wzór wygląda tak: Konstrukcja bardzo prosta: Ściany z pojedyńczej cegły a dach jak widać na zdjęciu poniżej: W oddali - kilkadziesiąt metrów od klas lekcyjnych sa toalety. W pobliżu jest kilka domków dla nauczycieli. Oto jeden z nich.

Droga do Kabwe

W Zambii tylko naprawdę najgłówniejsze drogi sa pokryte asfaltem. Takich jest niewiele. Większość dróg międzymiastowych wygląda tak jak droga, która przebiega około 6 km od naszej wioski i prowadzi do najbliższego miasta czyli do Kabwe. Na zdjęciu poniżej widać pojazd, którym często przemierzałem tą drogę (mieszkałem ok 6 km od tej drogi). Na zdjęciu, po lewej stronie drogi widać taki tajemniczy znak na drążku. Takie znaki można spotkać przy drogach co kilkanaście kilometrów. Dla osób o słabym wzroku przedstawiam ten szczegół w przybliżeniu: Znak ten oznacza, że tuż obok w chatce można zaopatrzyć się w paliwo. Czyli stacja benzynowa pod strzechą:-) Innych przy tej drodze nie ma. Takie stacje

Dom Wodza

Wioskowy dom w Zambii składa sie z osobnych jednoizbowych domków. Osobny domek to sypialnia (czasami jest kilka takich domko-sypialni) osobny kuchnia, łazienka i toaleta. Czasem do tego dochodzi jakiś magazynek czy kurnik. Poniżej na zdjęciach przedstawiam podwórko z budynkami składającymi się na dom wodza naszej wioski. O wodzu będzie osobny wpis (tym razem nikogo nie zastalismy w domu). Wejście do sypialni: Kuchnia: Kredens obok kuchni:

1500 par bucików

Nareszczcie odebraliśmy naszą przesyłkę. Pięć tygodni temu wysłaliśmy z Polski do Zambii 24 paczki z bucikami dla dzieci i oto właśnie dodarły do Lusaki. Nie było łatwo je tutaj odebrać, bo za taką ilość zambijski urząd celny życzył sobie cło, natomiast my tego cła uiścić sobie nie życzyliśmy. Ostatecznie wyszło, że uiściliśmy ale urząd obiecał zwrócić kiedy tylko adresat czyli szkoła pana Sikaonge przedstawi jakiśtam (kolejny) dokument. Tak naprawdę tylko część butów pojechała do tej szkoły, na którą przesyłka była zaadresowana. Większa część będzie rozdana w wiosce, gdzie chcemy wybudować szkołę. Po drodze do wioski pana Sikaonge, odwiedziliśmy inną wioskę, gdzie rozdawaliśmy buty w zeszły

Najwspanialszy samochód świata

To oczywiście samochód Winstona. Jedyny samochód w wiosce. Kilka dni temu ten wspaniały samochód wiózł panią do kliniki w Chipembi. Poczciwe autko starało sie jak mogło ale nie zdążyło, ponieważ utknęło w błocie. Natychmiast pojawili się chłopcy ze wsi, aby jak zwykle świadczyć swoje usługi jako wypychacze. Chłopaki kiedy tylko słyszą warkot samochodu od razu biegną w miejsce, gdzie jest największe bajoro przewidując, że znowu uda się zarobić parę kwacha. No i autko zgodnie z ich przewidywaniami znów utknęło. Być może chłopiec, który właśnie miał się narodzić też poczuł, że się może przydać, bo właśnie w tym momencie zapragnął przyjść na ten świat! W środku bajora na pace najwspanialszego sa

Tymczasowa szkoła

O czym to ja pisałem? Aaa..., że udało sie wzniecić zapał do budowy szkoły. Gdybym, był skromniejszą osobą nie wspominałbym, że tym razem to była moja "sprężyna". No ale to była tylko taka nieśmiała podpowiedź, że możeby jednak zacząć lekcje w jakimś zastepczym pomieszczeniu, chociażby w namiocie z plandeki. Widziałem już takie kościoły, uszyte z worków po karmie dla zwierząt, więc szkoła z plandeki to byłaby ho hooo!! No i zapał zapłonął na nowo. Znalazł się nauczyciel - wolontariusz oraz pomieszczenie. Lekcje odbywaja się w glinianym kościółku zielonoświątkowców, który jest kilkaset metrów od planowanej szkoły. Na lekcje teraz przychodzi 52 dzieci. Wszystkich dzieci w wieku 7-10 lat, ch

Plac szkolny

Skoro o placu szkolnym mowa to było to tak: Trzy lata temu powstał pomysł, aby wybudować szkołę w wiosce. Poczytajcie poprzednie wpisy to domyslicie się czyj to był pomysł. Tam też znajdziecie informację dlaczego, dzieci nie moga chodzić do szkoły w sąsiedniej wiosce za rzeką. Pani Headman wyznaczyła i ofiarowała kilku-hektarowy, piekny płaski teren. Wywiercono studnię (podobno 100 m głębokości - wierzyć się nie chce ale zapewniają, że to prawda, bo teren jest na wzgórzu). Wykonano ręcznie cegły i nawet wymurowano fundamenty 2 pierwszych sal lekcyjnych oraz domu dla nauczyciela. Ministerstwo Edukacji obiecało przysłać i opłacać nauczycieli o ile będzie szkoła i będzie dom nauczyciela - te

Headwoman

Headman to po naszemu sołtys. W naszej wiosce sołtysem jest kobieta, dlatego Headwoman. To starsza, przygarbiona pani, mieszkająca w biednej, glinianej chatce. Dwa miesiące temu Winston wraz z Mansonem w czynie społecznym podmurowali jedną ścianę tej chatki, ponieważ ulewne deszcze zamierzały podstępnie przewrócić ten dom i pozbawić władze wioskowe dachu nad głową. Headmaństwo jest władzą dziedziczną i stopień zamożności czy nawet sprawności headmana nie ma tu nic do rzeczy. Nikomu nie przychodzi do głowy, aby podejmować jakiekolwiek działania bez sołtysowej wiedzy i zgody. Faktycznym inspiratorem różnych pozytywnych poczynań w wiosce jest Winston. Ma wiedzę, animusz, pomysły i ambicje ale

Rzeka

Około 100 m od domu, w którym mieszkam płynie rzeka Mwamboshi. Tzn. teraz płynie i to jeszcze jak! W porze suchej wody w rzece ubywa do tego stopnia, że przestaje płynąć, bo woda zostaje tylko we wgłębieniach, tworząc tylko odrębne stawy. Co mogło popłynąć to popłynęło do Zambezi. Ale nawet wtedy, gdy woda nie płynie to jednak jest i to bardzo dobrze dla tych, którzy nad rzeką hodują krowy. Wtedy też nad rzeką pojawiają się poławiacze (częściej poławiaczki) złota. Naprawdę! Przychodzą z miseczkami i wypłukują piasek. No i coś tam czasami im sie uda znaleźć. Zarówno pojenie krów jak i poławianie złotego piasku jest jednak możliwe tylko w porze suchej. W porze deszczowej do rzeki, która wtedy

Agnes

O Agnes wiem niewiele. Bardo podoba mi się jak współpracuję z żoną Winstona. Korzystają ze wspólnej kuchni. Agnes nie ma jeszcze swoich garnków ale widać, że obie panie sie lubią i nawzajem pomagają. Agnes co rano (jeszcze przed codziennym, tradycyjnym czytaniem i rozważaniem fragmentu biblii) zamiata podwórko i rozpala ognisko w kuchni. Agnes to żona Mansona.

Manson

Manson to młody człowiek, którego poznałem w ubiegłym roku. To on jest tutaj animatorem mojego pobytu w wiosce. Jego dzieciństwo i w ogóle przeszłość nie była łatwa i trochę skomplikowana. Jak się zgodzi to napiszę więcej. Skończył średnią szkołę. Ma marzenia i ambicje. No ma jeszcze rodzinę (część bardzo biedna a część okropnie bogata). To jest zaskakujące w tej Zambii, że w tej samej rodzinie osoby mające tego samego dziadka i utrzymujące ciepłe i stosunki mogą mieć tak bardzo różny poziom zamożności. W naszych warunkach tez bywają takie różnice ale wtedy zazwyczaj jedni nie bardzo się przyznają do tych drugich. Tam solidarność rodzinna polega na tym, że biedniejszy może liczyć na pomoc z

Diana

Żona Winstona. Dba o dom i zgodnie z mężem uczestniczy w różnych jego poczynaniach. Diana ma talent, wiedzę i dużą praktykę w zakresie ziołolecznictwa. Wie jakie ziólka jak przyrżądzić, aby pomogły w leczeniu różnych osób. Może z sympatii do ziółek i ogólnie roślinek Daiana pozwala rosnąć w swoim ogródku nie tylko tym roślinkom, które posadziła ;-) Obecnie Diana leczy jedną ze swoich krów, którą ukąsił wąż. Wygląda na to, że krówka przeżyje. A wąż właśnie nie przeżył... zakradł się do dajanowej kuchni i miał pecha. Dostał w łeb! Może to nie ten sam ale w tym przypadku zastosowano odpowiedzialność zbiorową. A jak pani Diana pięknie śpiewa!